środa, 29 lipca 2015

WŁASNA ŚCIEŻKA











"Wolny człowiek zawsze będzie szedł swoją własną ścieżką, będzie podejmował świadome decyzje niezależnie od tego, co myślą inni. Nie będzie walczył z innymi, po prostu będzie walczył o swoją wolność. Nie będzie się użalał nad sobą i nad swoim własnym losem, bo wie, że jest wolny i że to on decyduje o swoim życiu."
Beata Dethloff












***

poniedziałek, 27 lipca 2015

DZIEŃ, KTÓRY MÓGŁBY ZDARZAĆ SIĘ CODZIENNIE








"Ważne jest, by wyłączyć w sobie zbyt silne chciejstwo. Tam, gdzie człowiek się przepala - opada z sił. Równomierny, spokojny płomień jest tym, co przynosi pożądane rezultaty. Oczekiwać należy spokojnie, utrzymując wewnętrzny żar. Radość – to stan światła i spokoju, a nie szaleństwa. "
D.Jemec








:)

***

niedziela, 26 lipca 2015

poniedziałek, 13 lipca 2015

TO, CO WAŻNE TERAZ




"Czasem intuicja bardzo wyraźnie nam podpowiada, że to, czego nam tak brakuje, to my sami: nasza chęć lub zdolność pełnego zaistnienia we własnym życiu i przeżycia go tak, jakby było naprawdę ważne. W jednym momencie, który istnieje: teraz." 
Jon Kabat-Zinn














Dni pełnych energii i pozytywnych myśli :)

***

niedziela, 28 czerwca 2015

TAJEMNA MOC

Poznajcie Mikę - młodą sówkę, która posiada tajemną moc. Podczas przytulania obdarowuje ciepłem i pozytywną energią :)











***

wtorek, 26 maja 2015

CZY STAJEMY SIĘ LEKCJĄ DLA INNYCH?


Są momenty gdy kompletnie brak mi słów, mimo, że tak wiele rozumiem. Szukanie równowagi i sensu jest już ścieżką samą w sobie. Trudną, wymagającą ciągłego rozwoju i wychodzenia poza strefę swojego komfortu. Porzucaniem swoich przyzwyczajeń, które jeszcze przed chwilą były nowymi doświadczeniami. Umiejętność odnalezienia znaczenia wydarzeń, które nas spotykają wydaje się być ogromną sztuką, tak jak widzenie życia w dalszej perspektywie. Bez żalu i z nadzieją na przyszłość.





Zaakceptowanie kryzysu, złych chwil to podstawa tej drogi. Uświadomienie sobie, że jasna i ciemna strona są nieodłączną i konieczną częścią całości, że to jest właśnie pełnia, sprawia, że droga staje się podróżą, przeżywaniem. Nie jest już ucieczką przed niewygodnymi sprawami, iluzją, że istnieje spokojne życie i kiedy  skończą się problemy, będzie w końcu szczęśliwie.


Właśnie najdziwniejszym odkryciem swego czasu była dla mnie myśl, że mimo przytrafiających się niepowodzeń, przykrych sytuacji, mogę być szczęśliwa. Że jedna rysa nie czyni mojego życia wadliwym, ba, nawet więcej tych rys, nie jest dramatem. Kluczowym momentem było zdanie sobie sprawy z tego jak często samą siebie zawodziłam i że nie chcę więcej już tego robić. Jednak ta decyzja zrodziła kolejne wyzwania, jak zaufanie do samego siebie, pokora wobec własnych słabości i niedoskonałości, wreszcie akceptacja błędów, miłość i szacunek do samego siebie.


Odkryciem było też to, że ta wiedza nie spływa na człowieka nagle prosto z nieba. To jest decyzja, świadomy wybór na który stać każdego, ale niestety nie każdy chce z tego skorzystać. I taką postawę także doskonale rozumiem, jednak wtedy historia, którą piszemy jest ogromnie smutna, a niewykorzystana szansa jaką jest to życie, po prostu przemija.

***

wtorek, 21 kwietnia 2015

DZIEWCZYNKA KTÓRĄ BYŁAM

Jako dziecko najczęściej lubiłam bawić się sama, nie przepadałam za dużymi grupami. Uwielbiałam wszelkie prace twórcze. Moimi ulubionymi przedmiotami były zajęcia techniczno - praktyczne, plastyka, muzyka i język polski. Szyłam, dziergałam, rysowałam, marzyłam i pisałam. 

 
Ciekawiło mnie wszystko, co było związane z modą, krawiectwem, rysunkiem i malarstwem. Interesowałam się życiorysami wielkich malarzy i projektantów. Zaczytywałam się we wszystkich możliwych dla mnie do zdobycia czasopismach i książkach. Sama także chętnie pisałam. Mając 10 lat w pokoju zorganizowałam pracownie krawiecką, a na drzwiach wywiesiłam szyld z cennikiem usług i godzinami przyjęć. Marzyłam o życiu wielkiej projektantki lub pisarki. Chciałam być niezależna, wolna, za sterami własnej firmy. Inaczej sobie swojego życia nie wyobrażałam.

 
Zazwyczaj byłam wycofaną dziewczynką, żyjącą w swoim świecie, ale jednocześnie byłam bardzo śmiała, chętnie przejmowałam odpowiedzialność, chroniłam słabszych, wspierałam i popychałam do przodu. Jednak musiałam mieć grubą skórę, ponieważ moja wrażliwość i empatia bardzo utrudniały mi kontakty z innymi  i często swoją dominację i inicjatywę bardzo długo odchorowywałam kryjąc się w swojej skorupie, nierozumiana i samotna. Przez to bywałam pyskata.


Podziwiałam przede wszystkim wielkich, utalentowanych i pięknych ludzi sukcesu. Takich, którzy stawali się legendą, a ich praca wartością ponadczasową. Takich, którzy nigdy się nie poddawali i z uporem realizowali swój potencjał. Mam tak do dziś. Autorytetów poszukiwałam na zewnątrz i samodzielnie. Podziwiałam tych, którym życie na swej drodze stawiało mnóstwo przeszkód i cierpienia, a oni mimo wszystko osiągali, to do czego zostali powołani.
Dziś zastanawiam się co się stało z tą dziewczynką, którą byłam...bo czuję, że mimo, iż wiele razy wątpiłam, to dawnych marzeń nie straciłam.

***